czwartek, 24 listopada 2011
NADZIEJA :):):)
Nie potrafię zebrać się w sobie i zasiąść tutaj:)
Nie będę narzekała, bo akurat nie czuję takiej potrzeby :):):)
Natchnę Was duchem Świąt Bożego Narodzenia.
Wierzę w ludzi i zazwyczaj mnie nie zawodzą, a to co ostatnio wydarzyło się w klasie Olka napełniło moje serducho przekonaniem, że tylko nieliczni są źli :)
To miało być zwykłe zebranie w szkole, znaczy się oceny, ogólne omówienie stanu umysłów naszych dzieci :):) i małe co nieco dotyczące festynu świątecznego (jak co roku).
Powiedzieliśmy już wszystko, ustaliliśmy co mieliśmy do ustalenia, no to co tam dalej... chyba tylko wymarsz do domu.
Ale podniosła się Elka (jedna z matek) i nieśmiało zaczęła.
Jej siostra pracuje jako przedszkolanka na jakiejś wiosce w Małopolsce.
Ostatnio w jej grupie pojawiło się dzieciątko. Za małe jak na swój wiek, biedulka taka. A że to Pani przedszkolanka z sercem, to się zainteresowała, co to się tam dzieje. Gdy dotarła do "DOMU" maluszka, okazało się, że drewniana chatka nadaje się raczej na opał, ale nie do zamieszkania przez dziewięcioro dzieci i rodziców.
Nie maja niczego, nawet wody, żeby dojść do domku muszą przejść przez teren sąsiada, który zabronił tego czynić, bo to jego własność. Dzieciaczki muszą teraz wędrować przez las .
Ścisnęło mnie z serducho i wzięło mnie na maksa.
Dobra Pani przedszkolanka pewnego dnia jechała do pracy i po drodze spotkała całą rodzinkę, która odprowadzała jedno z dzieci na pociąg, bo jakoś do szkoły trzeba się dostać, a dobrze wiecie jak już jest zimno z rana.
Pani wzięła do samochodu tyle dzieci ile mogła, ale strasznie płaczące 6-cio miesięczne maleństwo zostało na rękach matki, bo wiadomo u mamusi najlepiej, ale dlaczego tak płakało??? Dobra pani w tym samochodzie zapytuje te dzieciaczki cóz to się maleństwu stało, że tak przeraźliwie płacze. A że dzieci szczere do bólu to od razu: ZIMNO MU BARDZO.
Matko jedyna, dla mnie już tego było za dużo, już myślałam, które kurtki Olka, Radzia i Darka dam dzieciaczkom. Z których butów chłopcy mogą zrezygnować. U mnie zawsze wszystkiego jest w nadmiarze, bo ja nie wyrzucam i jeszcze zawsze od kogoś coś fajnego dostanę. Mam już cała masę rzeczy, pościeli, firanek, zasłonek, zabawek jest tez sprzęt AGD, który po kątach stoi, a innym może się jeszcze przyda, bo przeciez jest dobry.
Takie były moje szybkie myśli, ale inni tez myśleli, też już działają. Będziemy się spotykały popołudniami i ładnie im to popakujemy, dzieciaczki dostaną wielkie torby z prezentami i przede wszystkim całą masę ciepłych ciuchów.
Nie macie pojęcia jak mnie to wszystko ruszyło.
Dzwonię do siorki... rozmawiamy chwilę i już zorganizowany jest wózek głęboki, superancki i śpiworki i kombinezoniki i zabawki i grzechotki :):):)
Po tej akcji chcemy systematycznie pomagać tej rodzinie, żeby to nie było tylko takie jednorazowe.
Elka bedzie wynajmowała przyczepę, żeby się z tym zabrać, a na miejscu faktycznie zobaczy czego im trzeba. Chyba najlepszy byłby nowy dom... Matko jedyna jeżeli im się przyda choćby jedna rzecz którą przygotowałam, to ja będę miała cudne święta.
Warto wierzyć w ludzi, a klasa mojego syna jest cudowna, dzieciaczki obiecały, ze połowę słodyczy z Mikołajka dadzą właśnie tym dzieciaczkom :)
Mimo pogody, mimo zimna przesyłam wam gorące buziaki i ściskaństwa.
PS. MUSIAŁAM SIĘ Z TYM PODZIELIĆ :):):):)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Właśnie się pobeczałam. Tyle krzywdy jest wokół nas. Ja kiedyś całą wyprawkę po moim synu dałam potrzebującym, gdzie w 15 stopniowym mrozie niemowlę było wożone spacerówką, bo innego wózka nie było. W przypadku, o którym piszesz był akurat odważny człowieczek i ruszył lawinę, ale ile jest takich rodzin tuż za ścianą .... Moim marzeniem jest abyśmy zawsze byli otwarci na pomoc innym, a ten zbliżający się świąteczny czas może nam w tym tylko pomóc. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń na zawszePopłakałam się czytając ten post. Robicie coś wspaniałego i godnego naśladowania. Gdyby okazało się, że czegoś brakuje to ja też chętnie pomogę. Serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń na zawszeWzruszająca historia, jesteś wyjątkową kobietą i to cudowne, że są tacy ludzie.... pozdrawiam
OdpowiedzUsuń na zawszeJa też się zastanawiałam nad tym, ze gdzieś obok też jest taka rodzina i mogłabym pomóc. Ale nie liczy się to że pomagam sąsiadom, liczy się fakt, że znów się zorganizowaliśmy, że razem coś wymyśliliśmy, ja właśnie zorganizowałam dla nich lodówkę, matko sprawiło mi to więcej radości, niż to że jakiś czas temu kupiłam nową .
OdpowiedzUsuń na zawszeBędę szukała teraz w pobliżu jakiejś rodziny, której ja sama osobiście będę mogła pomóc, moąe nawet coś własnymi rękami... buziaki
Pobeczałam się.Mirelko tak pięknie to opisałaś.A te wszystkie nasze przyziemne problemy to pikuś w porównaniu z tym co Ci ludzie przeżywają.
OdpowiedzUsuń na zawszedobrze by bylo,gdyby gmina miala w opiece taka rodzine.Wegla na zime na pewno nie maja,bo drogi i pewnie pala drewnem gdzies znalezionym.Dajcie znac do gminy lub tym podobne.Akcja piekna i potrzebna.
OdpowiedzUsuń na zawszeDzięki Tobie zrozumiałam, że ludzie mają gorsze problemy, a ja nie doceniam tego co mam..., to będzie chyba ich najszczęśliwsza wigilia...:)
OdpowiedzUsuń na zawszeA my ściskamy Ciebie. Klasa a w zasadzie rodzice w tej klasie są cudowni. Super, że to tylko nie jednostkowa akcja.Wierzę,że będziesz miała cudowne święta, bo w takiej sytuacji ja też byłabym szczęśliwa, gdybym wiedziała, że ktoś z mojej pomocy się ucieszy. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń na zawszeMirelko KObieto przez wielkie KKK.
OdpowiedzUsuń na zawszeProsze zdaj potem relacje, bo moze jakby co to ja tez czyms dopomogę.
Pisz co im potrzeba
Buziole
Az sie uryczalam :(
OdpowiedzUsuń na zawsze